Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2015

Jeszcze o małych domkach, czyli jak duży będzie dość duży?

Chciałbym nawiązać do wpisu na temat ruchu małych domków. Dla niektórych mobilność domku na kółkach będzie niewątpliwą zaletą. Zastanawiam się jednak, czy ta żółwia/ślimacza wersja taszczenia swojego domu "ze sobą" jest najlepszym rozwiązaniem dla minimalisty.

W przypadku zmiany miejsca normalnie sprzedajesz dom/mieszkanie i kupujesz/wynajmujesz inne. Zwykle nieruchomość nie traci na wartości, przynajmniej w takim tempie, jak np. samochód, a taki domek na kółkach to, było nie było, "pojazd". Otwierasz się na nowe i nieznane, bez zbędnego balastu w postaci czterech ścian i dachu na kółkach. Start w nowym miejscu to zawsze niewiadoma, ale i szansa. Czy taki mobilny domek nie ogranicza... mobilności?

Konieczność utrzymania tego na kółkach powoduje duże ograniczenia w konstrukcji, a zatem w rozmiarach, izolacji cieplnej ścian, rozwiązaniach technicznych, które z początku mogą fascynować, z czasem irytować. W przypadku większej liczby osób życie na tak niewielkiej przes…

Ruch małych domków - możliwy w Polsce?

Słyszeliście już o ruchu małych domków? Od czasu załamania się gospodarki coraz więcej Amerykanów zamiast zadłużać się na wielkie domy woli budować małe przyczepy za gotówkę... Powstaje coraz więcej filmów dokumentalnych na ten temat. Ba, jest nawet program telewizyjny, w którym ekipa przyjeżdża do zainteresowanych rodzin, buduje im taki domek "na życzenie" i pomaga uporać się z przeprowadzką ze zwykłego domu. To wszystko wydaje się być szokujące dopóki nie zastanowimy się chwilę nad tym, ile takie rozwiązanie może przynieść nam korzyści.

Pamiętam jak podczas jednego z wykładów na studiach usłyszałam, że w Stanach standardem jest przeprowadzka do innego miasta z powodu pracy. Słuchając wypowiedzi właścicieli małych domków na kółkach jedną z najczęściej wymienianych korzyści jest właśnie możliwość zabrania domu ze sobą. Są to często osoby, które dopiero rozwijają swoją karierę zawodową i zauważyły jak brak własnego lokum ogranicza ich możliwości...

Nie dziwię się, że ten mod…

Dźwięki mojej przestrzeni

Zaczęłam o zapachu (A mój dom pachnie sosną), dotarłam do dźwięków. Nie wierzę, że jest na świecie osoba, która nie lubi absolutnie żadnej muzyki, żadnych dźwięków. Ja sama nie potrafię żyć bez muzyki. Dobieram ją w zależności od pory dnia i nastroju. Rano zwykle słucham czegoś pobudzającego, po południu czegoś, co przyczynia się do wchodzenia w stan relaksu.

Już jako 13-latka odkryłam, że muzyka na mnie działa w określony sposób. Poza płytami ulubionych zespołów kupiłam sobie eksperymentalnie hiszpańską muzykę folkową i odpłynęłam. Potem do kolekcji dołączyły jeszcze delfiny i ptaki…. Tę ostatnią płytę znalazłam niedawno. Włączyłam i zasłuchałam się. Kiedy oprzytomniałam, podeszłam do okna, otworzyłam je i…. miałam wersję na żywo.

Kilka lat temu moim wielkim sprzymierzeńcem stał się folk kreteński; prosta muzyka z gór Krety (patrz, a raczej posłuchaj: tutaj). Ilekroć tam przebywałam doznawałam kojącego uczucia związanego nie tylko z cudowną ciszą i krystalicznym, surowym powietrzem…

O uczciwości

Nie będziemy prowadzić prostego życia, jeśli szukamy za wszelką cenę własnej korzyści. Drobne nieuczciwości, kradzieże, oszukiwanie, naginanie oczywistych zasad w imię większych lub mniejszych, a często iluzorycznych, zysków. Pamiętam, że będąc u kogoś na obiedzie, gospodarz pochwalił się, że ładne szklanki, z których pijemy wodę, zabrał sobie "na pamiątkę" z irlandzkiego pubu, w którym pracował. Czy nie była to zwykła kradzież?

Portfel na podłodze w pustej szatni...
Lewe nabijanie biletów na kartę miejską...
Laptop pozostawiony w tramwaju przez roztargnionego podróżnego...
Przemilczenie usterek w samochodzie podczas jego sprzedaży, nie wspominając już o przekręcaniu licznika...
Pomyłka ekspedientki przy wydaniu reszty na korzyść kupującego...
Książki pożyczone od znajomych, które przetrzymujemy od lat...

Kombinatoryka stosowana w przypadku rozliczania podróży służbowych, zegarki nie wpisane w oświadczenie majątkowe, kserowanie własnych rzeczy w czasie pracy i prywatne te…

Jak nie komplikować sobie życia

Niedawno sięgnąłem po książkę Billa Hybelsa „Prostota. Jak nie komplikować sobie życia”, która ukazała się na jesieni zeszłego roku nakładem Wydawnictwa Esprit (w tłumaczeniu Magdaleny Filipczuk).

Książka, napisana przez pastora, ukazuje całkowicie odmienne podejście do tematu upraszczania życia. Jej przesłanie oddaje cytat: "Uproszczone życie wymaga czegoś więcej niż uporządkowanie szafy z ubraniami czy posprzątanie biurka. Wymaga uporządkowania duszy." Nie chodzi jednak o stały punkt odniesienia, jakim jest dla Hybelsa żywa wiara i relacja z Jezusem; u osoby wierzącej to całkiem zrozumiałe.

Przyzwyczailiśmy się na blogach poświęconych minimalizmowi i prostemu życiu przykładać dużą wagę do materialnej strony zagadnienia, czyli walki z nadmiarem przedmiotów, które obarczamy odpowiedzialnością za towarzyszące nam uczucie przytłoczenia, przemęczenie i frustrację. Dla wielu proste życie zaczyna się mniej więcej w punkcie, w którym podejmują próby okiełznania świata rzeczy, częs…

Z pasji do warzyw

Do niedawna sztukę ogrodniczą przekazywano w naturalny sposób z pokolenia na pokolenie. Dzisiaj przydomowe ogródki zostały wyparte przez równo ścięte trawniki, będące ponoć wyznacznikiem statusu materialnego. Nic dziwnego, że niektórym rekreacyjny weekend kojarzy się wyłącznie z koniecznością pchania kosiarki i zabiegami pielęgnacyjnymi wokół zielonej murawy. Nawet na tak zwanej "wsi" produkcyjna specjalizacja skłania do kupowanie "gotowej" żywności w pobliskim sklepie. Wśród "miastowych" uprawianie "ogródków działkowych", reliktów gospodarności minionej epoki, w czasach aspiracji do dobrobytu i nadmiaru żywności odeszło do lamusa.

Kult trawników przywędrował z Ameryki, ale także stamtąd powoli przychodzi zdrowa refleksja.
Jakiś czas temu amerykańska pierwsza dama potwierdziła, że w ogrodzie przy Białym Domu będą hodowane warzywa, no bo "Kto dziś wie, jak smakuje świeży groszek?”. Symbolem walki o możliwość uprawiania warzyw we własnym ogr…

A mój dom pachnie sosną

Kocham piękne zapachy. Sądzę, że każdy z Was ma jakiś ulubiony i wcale nie musi to być zapach perfum. Z czasem zaczęłam odkrywać, że konkretny zapach kojarzy mi się z jakimś wydarzeniem, miejscem, a nawet osobą. Odkąd to sobie uświadomiłam, zaczęłam zamykać pamięć o miejscach w zapachach, by móc znowu…otworzyć je w dowolnym momencie. 

Ilekroć podróżowałam do Grecji przywoziłam stamtąd mydła z oliwy z oliwek,  ponieważ jestem ich maniaczką i cały czas ich używam. Za każdym razem przywodzą mi na myśl obrazy, które tym trąceniem zapachu stają się jak żywe. Konkretne ulice, cały klimat tamtych miejsc. 

Każdego roku, w rocznicę ślubu, odkręcamy buteleczkę z żelem pod prysznic, który mieliśmy w hotelu podczas naszej podróży poślubnej.  Wspomnienia wracają i wydają się tak nieodległe!

Niespełna dwa lata temu przywiozłam z RPA buteleczkę płynu do kąpieli, którego używaliśmy każdego dnia. Jeśli chcę wrócić do wspomnienia Afryki Południowej, odkręcam buteleczkę. 

Zapachy mają moc przywoływania wspo…