Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2014

PUDEŁKO PO BUTACH

Chciałbym ciepło powitać na blogu Miłkę, która postanowiła od czasu do czasu publikować swoje teksty na naszym blogu. Z pewnością wierni Czytelnicy Drogi do prostego życia dobrze pamiętają jej przejmującą historię z wpisu Jak odwirtualizować prostotę. Dzisiaj Miłka prowadzi swój własny blog historiarzeczymalych, a jeden z jej wpisów możecie przeczytać poniżej.


Ktoś zamknął mnie w pudełku po butach. Skurczona przestrzeń. Nawyki zamiast myśli. Chaos włazi pod powieki albo chichocze za uchem. W zanadrzu rozpycha się łokciami jedna myśl. Uciec. Z pudełka po butach? Za bardzo tu pachnie absurdem. Nie mając niczego poza osaczającą mnie przestrzenią, zabieram się do partyzantki. Na początek oczyszczanie z odbierających jasność widzenia zwałów nagromadzonych przedmiotów. Zaczynam od ubrań. Z nienawiścią rozpruwam wnętrzności szafy. Włączam muzykę. Tom Waits kusi myśli Somewhere. Pognałam gościa i zaprosiłam Bacha. Niestrudzone Koncerty Branderburskie ogłupiają wściekłość. Wyłazi ze mnie i cza…

Dzieci w sieci

Ten wpis stanowi drugą, zamykającą, część postu Rodzice w sieci. Zacząłem od rodziców, gdyż dobry przykład jest wart dwa razy tyle, co dobra rada (: Jeśli dzieci widzą, że rodzice nie mogą odkleić się od komputera, niewielkie szanse, że nie pójdą w ich ślady.

Zastanawiam się, czy rzeczywiście, jak twierdzą niektórzy (np. akcja „laptop dla każdego ucznia”), nasze dzieci do prawidłowego rozwoju czy też edukacji potrzebują dostępu do komputerów (co jest praktycznie tożsame z dostępem do internetu), a nie "szerokopasmowego" dostępu do swoich rodziców czy ciekawej, dobrze zaopatrzonej biblioteczki. Nie łudźmy się - dzieci wchodząc do sieci nawet z dobrych pobudek zazwyczaj ulegną (= polegną) fascynacji tym, co kolorowe i krzykliwe, i bardzo szybko ich uwaga zjedzie w kierunku -dość płytkiej- rozrywki. Nie mają także rozeznania, gdzie może to ich zaprowadzić: spam z pewnego portalu randkowego przysłany z mailami od koleżanek Córki rozprzestrzeniał się błyskawicznie (chodziło o r…

Pułapki oszczędzania.

Witam! Dzisiaj przygotowałem dla Was post w formie audio dotyczący pułapek, które kryją się czasem pod hasłem "oszczędzanie". Niedawno był tutaj wpis Kolegi poruszający ten temat...
O OSZCZĘDZANIU... PRZEZ WYDAWANIE!

...jednakże ja, na swoją oszczędnościową modłę pragnę wrzucić swoje 3 grosze.

Pobierz mp3 klikając link: 

http://oszczedzanie.info.pl/?wpdmact=process&did=Ny5ob3RsaW5r

Nie da się ukryć, że "oszczędzanie" stało się bardzo modne. Pod tym szczytnym hasłem kryje się jednak często zwyczajna chęć sprzedaży towaru sygnowanego jako "ekonomiczny". Czasem niektóre z tych produktów rzeczywiście przynoszą nam korzyści, jednak jak poprawnie je wdrożyć i ustrzec się przed starą pieniędzy, czasu i niepotrzebnych nerwów. Zapraszam.
Remigiusz, autor bloga oszczedzanie.info.pl

Pokolenie Zmiany - sprzedaż kolejnego idealnego świata?

Chciałbym serdecznie powitać Ewę - naszego nowego Autora na blogu! Ewa prowadzi pełen praktycznych porad, niezwykle inspirujący i zapewne Wam znany Zielony Zagonek, o którym sama pisze, że "jest historią przejścia z kultury konsumenckiej do odważnego świata samowystarczalności, choć nie tej utopijnej, lecz realnej. W głównej mierze chodzi o skupienie się na tym, co ważne, w naszych niepewnych czasach. Chodzi o powrót do zapomnianych umiejętności, przywracając mądrość starszych pokoleń, tworząc coś niesamowitego." Zapraszam do lektury!

W ostatnim numerze „Polityki” pojawił się artykuł Marty Sapały o wymownym tytule „Wyznawcy zmiany”, co w języku angielskim i krajach zachodnich jest nazywane „Generation Y”, czyli grupa, która zadaje pytania. Jednakże grupa ta chyba nie jest obecna w naszym kraju, sądząc po ilości pytań zadawanych przez społeczeństwo, a prędzej ich braku. Równocześnie, obserwując ową populację pytającą, wcale nie zauważyłam, aby byli oni w jakikolwiek sposób ba…

Sekret drugi - poznawanie dziecka

Rozwinięcie wpisu nt. książki "7 sekretów efektywnych ojców".

Niby oczywista rzecz - znajomość najbliższych: dzieci, małżonka. Jednak autor poświęca mu drugi sekret, którym jest poznanie, a raczej nieustanne poznawanie i odkrywanie własnego dziecka. Umiejętność tą przyrównuje do ogrodnika znającego swój ogród i rośliny, które w nim pielęgnuje. Znajomość jest kluczowa w codziennej pracy, rozwoju czy też pomocy.

Poznawanie dziecka jako "skala znajomości swojego dziecka" według Kena obejmuje m.in. takie punkty:
świadomość możliwości i umiejętności dziecka w konkretnym wiekuświadomość potrzeb emocjonalnych fizjologicznych i intelektualnych oraz umiejętność ich zaspokajaniawiedza o indywidualnych zainteresowaniachświadomość problemów, pytań i wątpliwości
Do skali znajomości dodane są profile ojca:
ojciec natrętnyojciec dociekliwyojciec świadomyojciec mało zainteresowanyojciec nieświadomyRozwinięcia każdego profilu można potraktować jako pracę domową :-).

Na koniec rady, które…

Rodzinne fotografie

Idąc za ciosem (w poprzednim wpisie pisałem o naszym Niecodzienniku), chciałbym opowiedzieć Wam o naszym -myślę, że ciekawym- pomyśle na przechowywanie zdjęć.

Zdjęcia z wakacyjnych podróży, rodzinnych uroczystości, czy te zrobione bez specjalnej okazji. Większość z nas już dawno przestała panować nad domowym archiwum fotografii -liczonych w tysiące i zapełniających pamięć komputerów. Robione bez opamiętania (wszak każda chwila życia, a przynajmniej urlopu, warta jest uwiecznienia), czekają na przejrzenie i uporządkowanie. Tu z kolei tak trudno wybrać i usunąć, zostawić tylko te wyjątkowe. Jeszcze trudniej wspominać przed ekranem monitora. Niektórzy zaopatrują się w cyfrowe ramki do przeglądania fotografii. Przechowywanie zdjęć w plikach ma moim zdaniem tę wadę, że jest nietrwałe i nigdy nie dorówna zdjęciu wywołanemu na papierze. Do wyjątków należą Ci, którzy cyfrowe zdjęcia wywołują i przechowują, zwykle zafoliowane w albumie.

Jeden z naszych znajomych świadomie robi zdjęcia analo…

Nie-codziennik

Idea prowadzenia nie-codziennika pojawiła się zaraz po naszym ślubie. Każdy dzień odkrywany we dwoje - co oczywiste- był niezwykły i wart zapisania! Bilety z wyjścia do kina, zrobienie sernika na zimno, podział domowych obowiązków, bilet miesięczny ze śmiesznym zdjęciem z automatu, krótka relacja z wizyt przyjaciół, kartki świąteczne, recenzje, żarty, wycinki z gazet i... co nam tylko przychodziło do głowy. Mieliśmy tyle czasu! Pisanie nie-codziennika (i wiele innych rzeczy) zakończyło się mniej więcej z chwilą narodzin pierwszej Córki.

Potrzeba było "krótkiej" przerwy. Po dziesięciu latach stwierdziliśmy, że warto wrócić do pisania nie-codziennika, tym razem rodzinnego. Powstał więc (i nadal powstaje) nowy gruby zeszyt, do którego wklejamy laurki, serduszka, zakładki - seryjną produkcję naszych dzieci, bilety teatralne, karty wstępu, pocztówki, niekiedy zdjęcia, opisujemy rodzinne wydarzenia: wycieczki, pierwszy obiad ugotowany przez Córkę, program koncertu fortepianowego m…

O cnotach i anty-cnotach

We wpisie Muszę to mieć napisałem o współczesnej dominacji namiętności i pożądań nad zdrowym rozsądkiem. Czy istnieją skuteczne narzędzia, za pomocą których możemy obronić się przed nieumiarkowaną konsumpcją, nadmiernym zadłużaniem się i materializmem? Narzędzami tymi są ugruntowane nawyki, które dostrzegali już starożytni. To nic innego jak cnoty, a więc sprawności naszego charakteru, o których Leonardo da Vinci powiedział, że są prawdziwym dobrem i prawdziwą nagrodą dla tego, kto je posiada.

Arystoteles mówił, że cnota to złoty środek między dwoma występkami. Ciekawe, że na blogu często pisałem o tym, że prostota jest złotym środkiem, znalezieniem punktu równowagi w zaspakajaniu potrzeb, równowagi między skąpstwem a rozrzutnością, którą przyrównać można do jazdy na rowerze (wpis Krzywa zadowolenia). We wpisie Oszczędność o smaku pomarańczy pisałem, że cnota oszczędności jest synonimem posiadania tego, co dokładnie tu i teraz jest mi niezbędne. Nie za dużo, nie za mało, w sam raz. B…

Podróże przez Polskę B

Poniżej publikuję wpis, który powstał w czerwcu zeszłego roku. Kto wie, może powstanie z tego cykl postów turystycznych? Zobaczymy. Mam nadzieję, że ten i podobne wpisy będą dla Was inspiracją do rodzinnego podróżowania po Polsce, której piękno ciągle na nowo co roku odkrywamy.



W czerwcu wybraliśmy się całą rodziną na krótki wakacyjny wyjazd po północno-wschodnich rejonach Polski - w okolice Suwałk, Augustowa, Białowieży i Janowa Podlaskiego. Nie będę opisywać szczegółów, ale podzielę się kilkoma luźnymi refleksjami:

Wschodnie rubieże Polski to ziemia wyjątkowa, w której czas stanął w miejscu. Drewniane, niewielkie domostwa, pasące się w zagrodach i na łąkach konie, spotykane od czasu do czasu cerkwie z niebieskimi kopułami. Tereny niedoinwestowane, z których uciekają młodzi ludzie. Wioski, w których nie biegają dzieci, a spotkać można jedynie osoby starsze. Tak zwana Polska B, która zauroczyła nas swoim malowniczym pięknem, ciszą i prostotą, a która -jeśli chodzi o tereny rolnicze- w…

Muszę to mieć

W czasie weekendu majowego natrafiliśmy na taką oto reklamę:


Podoba mi się jej –zapewne niezamierzone- przesłanie: zniżka jest tym większa, im bardziej klient jest pozbawiony zdrowego rozsądku i wolnej woli. Pokazuje to poszczególne etapy wzorcowej konsumpcji: niewinne "mam ochotę" przechodzi w kategoryczne "chcę", a kończy na "muszę to mieć", w którym zostajemy pozbawieni możliwości decydowania.

Sokrates nawoływał do poznania samego siebie. Dzisiejszy świat nawołuje do tego, byśmy niewiele myśląc po co żyjemy i dokąd zmierzamy, kierowali się swoimi namiętnościami i pożądaniami. Życie ma być przede wszystkim -jak w owej reklamie- „fun days”.

Dzisiaj wolność to nie umiejętność dokonywania wolnego wyboru, kierowania się własnym rozumem, odróżniania prawdziwych wartości od ich podróbek, ale swawola oderwana od zdrowego rozsądku i podporządkowana niskim emocjom: muszę to mieć. Wolna wola oderwana od rozumu błądzi i staje się niewolą (samowolą) pragnień, nierz…