Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2013

O kartonach


 W przypadku wielu kupowanych zabawek, które w sumie kosztują nas niemałą fortunę, okazuje się, że to one organizują zabawę, a nie dzieci. Może dlatego niektóre zabawki ze sklepu, po krótkotrwałym zainteresowaniu, szybko wędrują na półkę, na której zbierają kurz. Kiedyś kupiliśmy córkom duży, drewniany, starannie wykonany (a zatem dość drogi) domek dla lalek z mebelkami, który w założeniu miał stać się centrum zabawy przez długie tygodnie. Wydawało nam się, że każde dziecko marzy o czymś takim. Tymczasem okazało się, że zainteresowanie, w stosunku do wydanych pieniędzy, było raczej znikome. Poza tym zajmował zbyt dużo miejsca i szybko powędrował na Allegro.
Jeżeli macie -jako rodzice- podobne doświadczenia, mam dla was rozwiązanie! Są nimi KARTONY, z których można zrobić niemal wszystko.
A oto główne zalety kartonowych zabaw:
Kartony to jedna z niewielu rzeczy, które dostaniecie w dzisiejszych czasach za darmo, w najbliższym sklepie. Jedyny koszt zabawek z kartonu to taśma do …

Pieniądze albo życie - Krok 7. Szanuj energię życiową - praca i dochody

W kolejnym poście dotyczącym drogi do niezależności finansowej według książki Your Money or Your Life przyjrzymy się bliżej zarabianiu pieniędzy, czyli pracy. Niektórzy cenią swoją pracę, a zaniedbują całą resztę. Inni próbują jakoś w niej przetrwać, a nadrabiają popołudniami i w weekendy. Tak czy inaczej praca zabiera nam połowę życia. Wielu czuje, że marnuje w niej swoją energię lub brak im siły, aby dokonać niezbędnych zmian. Czy praca za wynagrodzeniem "konsumuje" (niszczy) twoje życie? Czy jest zarabianiem "na życie", czy może powolnym "umieraniem"?
Nasza energia życiowa jest bezcenna, ponieważ nasze życie jest ograniczone w czasie i bezpowrotne. Krok 6 (tutaj) dotyczył właściwego wykorzystywania tej energii poprzez świadome obniżanie lub eliminowanie wydatków. Krok 7 dotyczy naszego stosunku do wykonywanej pracy. Warto uświadomić sobie, czym jest (i czym nie jest) "praca zawodowa", w której wymieniamy czas swojego życia na pieniądze.

Zawód TATA

Jestem na urlopie ojcowskim, który mi "przysługuje" na najmłodszą córkę. Jest on też w trakcie ferii zimowych. W pierwszym tygodniu ojcostwo do kwadratu - w domu same córki, w drugim do czwartej potęgi - synowie wrócili z ferii od dziadków.
Jakby ktoś mi płacił, to zostaję w domu, aby tu pracować, wychowywać dzieci, opiekować się nimi, gotować, bawić, czasem denerwować........... 

Szukam takiego pracodawcy.

p.s.1 gdzie tu minimalizm i prostota? W tym, że prawie wszystkie czynności, które nie wnoszą "wartości dodanej", są automatycznie eliminowane na korzyść tych gwarantujących "sukces" w przebywaniu z dziećmi.

p.s.2 scenka rodzajowa:
Tata usypia najmłodsze dziecko, równolegle odbiera sygnały:
-"Tato, siku!",
-"Tato, poczytasz mi?",
-"Tato, zagrasz ze mną?"
Oczywiście taki układ pytań, że córka siku jeszcze samemu nie, czytać syn jeszcze nie potrafi, a do grania akurat jest potrzebny towarzysz dla najstarszego syna :-)

Prostota o toskańskim sercu

Niewiele jest książek, które chcę mieć w domowej bibliotece. Są jednak wyjątki - książki, które inspirują do zmian na lepsze, które pokazują, że nie musimy być zakładnikami narzuconego z zewnątrz stylu życia, do których wraca się co jakiś czas albo pożycza bliskim i znajomym do przeczytania. Taką książką jest Prawdziwe życie Ferenca Mate. Autor zadedykował ją tym, którzy wierzą, że lepsze życie jest w zasięgu ręki. Myślę, że po jej przeczytaniu każdy może w to uwierzyć. Lepsze życie - pisze Mate - nie wymaga żadnych wyrzeczeń: wystarczy, że wszyscy zaczniemy je prowadzić. Znaczy to po prostu tyle: wykonywać pracę, która sprawia nam autentyczną przyjemność i zapewnia bezpieczeństwo, jeść i bawić się w sposób, który przynosi zdrowie i zadowolenie, pielęgnować więzi towarzyskie, które dają radość i spełnienie, rodzą wierność i zaufanie. Tak niewiele, a jakże wiele! Tę książkę mógłbym zacytować w całości, bo właściwie - w przeciwieństwie do Loreau- zgadzam się z Mate niemal w każdym zdani…

BOJKOT

Obejrzałam wczoraj niesamowity film fabularny produkcji francuskiej. Oglądałam go w niemieckiej wersji językowej Der gruene Planet (Zielona planeta). W języku polskim występuje chyba pod tytułem Zielone piękno. 
Film przedstawia ludzi zamieszkujących małą planetę, której warunki klimatyczne są bardzo zbliżone do naszych. Stopień rozwoju tych ludzi jest jednak daleko przed nami, gdyż erę przemysłową mają już dawno za sobą, odrzucili jej owoce wiele lat temu, uznając je po prostu za szkodliwe. Żyją teraz w zgodzie i w szacunku ze sobą i otaczającą ich przyrodą. Są szczęśliwi, dożywają trzystu lat, używają mózgu w o wiele większym zakresie niż nasze 10%. Rozwinęli między innymi zdolności telepatyczne, jasnowidzenie, mogą też podróżować na inne planety, by czerpać od nich wiedzę i dzielić się własną. Nadchodzi właśnie dzień, w którym wybierają oni ochotników do odbycia takich podróży, problem jest taki, że nikt nie chce lecieć na Ziemię, planetę niezwykle zacofaną i niebezpieczną ... W ko…

Kultura DIY

"Zrób to sam", czy też "Do It Yourself", to jedno z podstawowych "przykazań" prostego życia. Odwołuje się do samowystarczalności, oszczędności, zaradności i współpracy.
W dobie powszechności wszelakich dóbr i usług hasło "zrób to sam" oznacza "idź do sklepu" lub "wezwij fachowca". Wraz z rewolucją przemysłową oddzieliliśmy czas zajmowania się własnym domostwem od czasu "zarabiania na życie". Zbyt zajęci zrutynizowaną i specjalistyczną pracą powoli utraciliśmy umiejętności bardziej skomplikowane niż pchanie kosiarki do trawy czy włączenie pralki, co zmieniło nas w biernych i bezradnych konsumentów.

Naleśniki z marchewką czyli obiad z resztek

Zdrowe odżywianie siebie i mojej rodziny to dla mnie sprawa priorytetowa. Posiłki przyrządzamy sami, najczęściej to robię ja. Staram się unikać gotowców, czegoś w proszku, produktów mocno przetworzonych, oczyszczonych, półproduktów. Tak jest zdrowiej i taniej. Staram się kupować lub zdobywać żywność najwyższej jakości. Nie uznaję wyrzucania jedzenia, dlatego próbuję rozplanowywać zakupy i posiłki tak, by nic się nie psuło. Zakupy spożywcze robię w dość dużych odstępach czasu.Tak jest oszczędniej i daje gwarancję, że nic się nie zmarnuje. Czekam często aż lodówka wyczyści się do zera. Bynajmniej nie głodujemy:) Jesteśmy raczej kreatywni. Wychodzą z tego dania proste i często bardzo smaczne. Zawsze mam zapas różnego rodzaju kasz i mąki, jako że można je długo przechowywać, są niezbędne dla zdrowej i pożywnej diety, i ciągle są w użyciu.
Dziś, chcąc zrobić obiad, okazało się, że mam do dyspozycji, jeżeli chodzi o lodówkę, kilka marchewek i czosnek. Pomyślałam - a gdyby tak zrobić naleśni…

Zarządzanie sobą w czasie czy zarządzanie czasem?

Temat ciekawy i trudny do opisania - każdy ma swoje własne spojrzenie na czas. Mając możliwość uczestniczenia w szkoleniu pt.: Time Management zacząłem się interesować tematem i wtedy też przypomniałem sobie taką krótką przemowę z jednego wykładu z czasów studenckich:

Drodzy studenci nie przyjmuję tłumaczeń "nie miałem czasu", "nie zdążyłem" itp. Wszyscy tutaj na sali -dotyczy to mnie jako wykładowcy i was jako słuchaczy-  mamy tyle samo dni do końca roku, wszyscy mamy 24 godziny na dobę oraz 60 minut w ciągu godziny i tylko od nas zależy, jak to wykorzystamy...

Z perspektywy czasu było to najkrótsze, a zarazem najbardziej efektywne, szkolenie z zarządzania sobą w czasie :-).
To my powinniśmy zarządzać sobą w czasie, a nie zarządzać czasem, i tak też staramy się do tego podchodzić z żoną. Bardzo często jesteśmy zasypywani pytaniami w stylu: "Przecież nie macie telewizora, to macie więcej czasu", "Skąd macie czas na to wszystko, skoro macie czwórkę dziec…

O telewizji raz jeszcze ...

Witam wszystkich serdecznie. To mój pierwszy post na blogu i na początku chciałabym przeprosić za temat ... Wiem, że o telewizji było już sporo, nawet ostatni post jest o niej. Mimo to potrzebuję napisać na ten temat z własnej perspektywy.
Kiedy rozważałam kilka miesięcy temu, czy zaproponować mojej rodzinie pozbycie się telewizora z domu, "za" była cała długa lista argumentów, "przeciw" były dwa: 1. rzadko go przecież oglądamy, a czasem da się tam znaleźć coś wartościowego 2. uczymy się dzięki niemu języka obcego, bo staramy się oglądać programy przede wszystkim w języku obcym. Z pierwszym argumentem szybko się uporałam, drugi trochę mnie męczył, ale postanowiłam zaryzykować, jako że lista "za" była naprawdę przytłaczająca. Złożyłam więc propozycję mojej rodzinie. Przeszło, co mnie nieco zaskoczyło, bo spodziewałam się jakiegoś oporu ze strony męża. Cóż, nie doceniłam go:) Telewizor przygarnęła moja siostra, a w naszym domu życie zaczęło płynąć inaczej. …

Statystyczna informacja bezużyteczna

Poniżej przedstawiam pierwszy post Adama, który niedawno został nowym współautorem bloga. Wkrótce jego kolejne wpisy:

Jakiś czas temu wybrałem się do kina. Oczywiście nic w tym niezwykłego i zasadniczo nie byłoby o czym pisać, gdyby nie jedna inspirująca drobnostka, która spowodowała napisanie niniejszego, nieco dziwnego, tekstu.

Trailer nowej polskiej komedii romantycznej. Tytułu nie wymienię, nie pamiętam. Utkwiło mi jedynie w głowie otwarcie fabularne. On, ona, randki internetowe, podmiany partnerów, by fizycznie zgadzali się z opisem. Wszystko to okraszone zestawem żałosnych żartów tak starych, że ich wiek można określić jedynie poprzez datowanie węglem. Całość wieńczyła morderczo nieśmieszna scenka z Azjatą w roli głównej. Prędzej obejrzałbym relację z obrad sejmu niż wybrał się do kina na takiego potworka. Już wiem, czego mogę się spodziewać: ogranych do znudzenia schematów przeplatanych wyjątkowo niestrawnym poczuciem humoru, wszystko zaś ozdobione serialowymi gwiazdami za trzy z…

Reaktywacja

Podobno decyzje są po to, żeby je zmieniać... W poście Przełom postanowiłem zakończyć publikowanie na blogu. Po blisko czterech miesiącach "milczenia" wracam do pisania! Złożyło się na to kilka spraw, sporo przemyśleń i rozmów o tym, czym dla mnie, dla nas (mam na myśli Żonę) i dla innych jest ten blog.

Odzew czytelników na grudniowy wpis Jak odwirtualizować prostotę w związku z pożarem domu Miłki i Marcina uświadomił mi dobitnie, że za wirtualną przestrzenią ukrywacie się Wy - konkretni ludzie, którzy nie pozostali obojętni na realny dramat jednej z rodzin. Poczułem się częścią wspólnoty osób, które razem mogą zrobić naprawdę wiele. To olbrzymia, potencjalna energia, którą może uda się rozwijać dla dobra każdego z nas i dla dobra nas wszystkich. Mam nieśmiałą, może idealistyczną, nadzieję, że kiedyś-gdzieś w Polsce jak w USA rozwinie się "ruch" dobrowolnej prostoty, który będzie przeobrażać od wewnątrz kulturę zdominowaną przez konsumpcjonizm. Czy widoczne w medi…

Rodzice w sieci

Wprawdzie od kilku lat nie mamy telewizora (co za ulga!), ale naszym "oknem na świat" jest komputer, a konkretnie laptop. Co do zasady trzymamy go w widocznym miejscu, aby mieć na oku korzystające z niegodzieci.

Z doświadczenia wiemy, że korzystanie z komputera, a zwłaszcza zaglądanie do sieci, może często stać się odciągaczem rodzicielskiej uwagi, (podobnie jak włączony na okrągło telewizor), zwłaszcza jeśli komputer jest "pod ręką" i stale "on line". Ile razy dziennie sprawdzamy pocztę, jak często odpowiadamy na maile, odwiedzamy Facebooka, czytamy portale informacyjne, blogi, interesujące nas (lub czysto przypadkowe) artykuły znalezione w sieci?

Istnieje ryzyko, że damy się wciągnąć w wirtualny świat kosztem tego realnego, a konkretnie kosztem czasu, jaki możemy -i powinniśmy- poświęcić swojej rodzinie, a szczególnie dzieciom. Nie łudźmy się: fizyczna obecność jednego z rodziców wpatrzonego w monitor jest obecnością w istocie pozorną. Wydaje nam się…

O BODŹCACH

Pewnego dnia zapytano profesora ekonomii: "Jeśli prawo to nauka o normach, medycyna to nauka o ciele ludzkim, to o czym jest ekonomia...?" Profesor zamyślił się i odpowiedział: "Ekonomia to nauka o bodźcach". 
Ta zadziwiająco trafna konstatacja przypomniała mi się, kiedy rano czytałem artykuł o producentach żywności, którzy do opakowań pompują powietrze.

Co trzecie opakowanie puste

To wielkie marnotrawstwo materiałów i energii, które ma zaspokoić rozbuchane potrzeby posiadania więcej niż się potrzebuje - znak rozpoznawczy ery konsumpcjonizmu. Kupując takie "produkty" dajemy producentom bodziec właśnie - "rób tak dalej, za to płacimy". Czemu nie robić tak dalej w jeszcze bardziej bezczelny sposób? Może granica wytrzymałości klienta jest jeszcze daleko? Może uda się sprzedać jeszcze więcej powietrza i zarobić jeszcze więcej pieniędzy?!  Często myśleniu minimalistycznemu, a raczej zdroworozsądkowemu, przypisuje się negatywny wpływ na ekonomię. Zmniejsz…