Podsumowanie tygodnia #5

Skończyliśmy tydzień #5. W weekend, jak pamiętacie, mamy wolne. Mam nadzieję, że kroki z tego tygodnia Was zainspirowały.

A były to:


Brak nam mechanizmów pozbywania się rzeczy tak, aby zapobiegać obrastaniu naszych domów w przedmioty.
Prawda jest bowiem taka, że nasz stan posiadania nieustannie powiększa się, czy to za sprawą prezentów, czy też kolejnych zakupów, nawet jeśli są starannie przemyślane, co z czasem prowadzi do nadmiaru rzeczy, nad którym trzeba jakoś zapanować. Warto zatem wprowadzić określone rytuały pozbywania się rzeczy.
Niedawno powróciliśmy do łatwej, ale niezwykle skutecznej metody utrzymywania względnej równowagi w ilości posiadanych rzeczy: ONE IN/ONE OUT: zanim kupisz jedną nową rzecz (książkę, zabawkę, itp.) pozbądź się jednej starej (książki, zabawki, itp.).

Życie bez telewizora? Warto!

To była jedna z najważniejszych decyzji, które zmieniły nasze życie osobiste i rodzinne. Około 10 lat temu postanowiliśmy pozbyć się szklanego ekranu. 
Wówczas, jak pamiętacie, telewizory były nie tak duże (nasz był wyjątkowo mały, miał chyba 15"), ale grube. Nie dawały się tak łatwo powiesić na ścianie i potrzebowały specjalnej szafki. Pod  nią  oczywiście  magnetowid, kable, kasety VHS...
Telewizor rządził przestrzenią w salonie, decydował o rozkładzie mebli. Nie oglądaliśmy go namiętnie, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo styl życia z TV determinuje nasz czas wolny: przerzucanie, wówczas nielicznych, kanałów w celu znalezienia czegoś sensownego, próba przekonania swoich gustów, że to, co oglądasz, nie jest takie wcale złe, reklamy, reklamy i jeszcze raz reklamy. 

Niestety, to, z czym się spotykamy u rodziny i znajomych, wskazuje, że sprawy z TV mają się coraz gorzej. Nawet w niewielkich pomieszczeniach królują, płaskie co prawda, ale szerokokątne "portale" do świata iluzji i rozrywki. Reklamy, jakie zdołaliśmy obejrzeć, wskazują na postępujący proces skretynienia. Nasze dzieci i my sami zamieniamy się wówczas w słup soli. To chyba efekt odstawienia, podobnie jak po rzuceniu palenia, gdy dym z papierosa szczególnie drażni. W takich toksycznych pomieszczeniach trudno normalnie rozmawiać i odpoczywać... 

Nasza decyzja życia bez TV pozwoliła nam swobodnie organizować przestrzeń, pozbyliśmy się nie tylko odbiornika, ale i szafki, odtwarzacza, kabli i innych sprzętów. Ciekawe, że więcej przestrzeni zrobiło się także między nami i w naszych głowach. Nie ma myślenia, co dzisiaj w TV, wertowania programu, walki o pilota :)

Ci, którzy nie mają telewizora, tylko nam przytakną. Ci, którzy go posiadają, być może wzruszą ramionami. Zwłaszcza, gdy jest się przykutym do abonamentu z kablówki. Wiem, że telewizja posiada zagorzałych zwolenników. Tych nie przekonam do jej porzucenia. Bo ciekawe filmy, publicystyka, programy historyczne czy przyrodnicze. Nie mówiąc o rozrywce dla dużych  i małych...życie gwiazd bynajmniej nie z drogi mlecznej. 



Podsumowując, żyjąc bez telewizora:
- mamy cichszy, spokojniejszy dom
- więcej czytamy, co istotne w przypadku dzieci
- więcej ze sobą rozmawiamy, co istotne w przypadku dzieci :)
- skupiamy się na swoich ulubionych zajęciach, rozwijamy pasje
- mamy więcej czasu wolnego 
- mamy więcej pieniędzy

Inni wskazywali także na:
poprawę komunikacji między małżonkami (więcej uważnego słuchania = mniej kłótni)
- poprawę jakości posiłków, czas na posiłki jest spokojniejszy 
- poprawę jakości rozmów, które wcześniej często kręciły się wokół programów telewizyjnych 
więcej rozmawiamy o przyszłości, planujemy
- łatwiej skupić się na pracy i zadaniach
- jesteśmy bardziej interesującymi ludźmi
- poprawia się nasze życie towarzyskie, więcej spotykamy się ze znajomymi
- jesteśmy bardziej aktywni fizycznie, chodzimy na spacery...

Może jednak dasz się przekonać? Pomyśl jak wyglądałoby Twoje życie bez telewizora? Ile czasu byś zyskał?
  • Warto na próbę, powiedzmy na miesiąc/dwa miesiące, schować telewizor do szafy (jeśli się zmieści). My właśnie tak zrobiliśmy na początku. Potem sprzedaliśmy go w komisie. 
  • Na początku jest trochę trudno, trzeba zmienić telewizyjne nawyki, poszukać innych źródeł rozrywki. Tu akurat, w dobie szybkiego internetu, nie ma większych problemów z zamiennikami. 
  • Jest jeszcze abonament za kablówkę - tu trzeba przejrzeć umowę i niestety pewnie wrzucić w koszty konieczność płacenia przez jakiś czas w okresie wypowiedzenia lub do końca obowiązywania umowy.
  • W przypadku płacenia za abonament RTV - pamiętaj, aby wyrejestrować odbiornik telewizyjny (na poczcie), wtedy zostaje, zdecydowanie niższy, abonament za radio.  

Według ostatnich danych statystyczny Polak w 2017 r. spędził dziennie 4 godziny 21 minut i 45 sekund! Podobno plasujemy się tuż za Stanami Zjednoczonymi. Nawet jeśli nie jesteś statystycznym Polakiem, a przecież nie jesteś!, to przykre i daje do myślenia, nieprawdaż? 

Życie bez telewizora? Warto!



Tylko domowe słodycze

Z góry uprzedzam, że nie będzie to wpis o przepisach kulinarnych.

Mój osobisty rok bez zakupów nieoczekiwanie bardzo szybko postawił przede mną kolejne wyzwanie, a było nim powstrzymanie się od kupowania wszelkiej maści niezdrowych przekąsek: zarówno słodkich bułek, batonów, ale i np. witaminowych napojów dla biegaczy w kolorze dowolnym, udających wodę, a będących w istocie płynnymi słodyczami. Motywacja niewydawania pieniędzy okazała się, póki co, silniejsza od łakomstwa, a także bardziej skuteczna niż wcześniejsze postanowienia prozdrowotne. Być może to kwestia odpowiedniej perspektywy czasowej: efektów zdrowotnych szybko nie widać, a te w portfelu a owszem :)

W wymiarze rodzinnym jakiś czas temu uświadomiliśmy sobie, że powoli uzależniamy się od codziennej porcji gorzkiej czekolady. Kilka tabliczek tygodniowo to, przy naszej rodzinie, nie jest, wbrew pozorom, aż tak dużo, jednak w skali miesiąca robiła się z tego ilość, z której powstałby całkiem spory "czekoladowy orzeł".

Nie zamierzam nikogo namawiać do odstawienia słodyczy, choć może na starcie Wielkiego Postu nie jest to wcale taki zły pomysł. Przeglądając internetowe zasoby z pewnością można znaleźć wiele inspiracji do podjęcia cukrowego detoksu. Pójście na całość i całkowite wyeliminowanie cukru w diecie brzmi świetnie, ale w praktyce może być zbyt wymagające dla naszych, nie ma się co okłamywać, kształtowanych od dziecka przyzwyczajeń.




Dlatego od pewnego czasu wprowadzamy zasadę jedzenia tylko domowych słodyczy. Wprowadzamy, bo jest to proces, do którego próbujemy przekonać starsze dzieci, które w dziedzinie wyborów kulinarnych wywalczyły już sobie znaczną autonomię, widoczną w plejadzie kolorowych opakowań po słodyczach w koszu do recyklingu. Na marginesie, ostatnio, w ramach uświadamiania, przeczytaliśmy wspólnie z dziećmi książeczkę Anny Manny Poznańskiej "Dlaczego dzieci jedzą śmieci?" No i serwujemy domowe zamienniki...

Myślę, że wytwarzanie domowych słodyczy jest całkiem rozsądnym kompromisem i sposobem na przykręcenie kurka przemysłowych, śmieciowych przekąsek. Jest to rozwiązanie jak najbardziej po linii prostego życia, zgodne z regułą 90%. Owszem, wymaga trochę wysiłku: znalezienia czasu i nierzadko wsparcia domowników, ale czego nie robi się dla "małego co-nie-co". W gruncie rzeczy wystarczą bardzo proste i ekonomiczne rozwiązania, których efekty zamieściłem na fotkach, aby cieszyć się świadomością "wiem,co jem", a przy okazji podreperować budżet. Tak, to jest miś na miarę naszych możliwości!




A tak. Pamiętam: są jeszcze owoce, orzechy i rodzynki. Tych także używamy :)


W temacie przekąsek:
Łakocie i witaminy
Lodowe szalenstwo

Strategia pozbywania się rzeczy

Peter Walsh, specjalizujący się w sztuce organizowania, wskazuje, że rzeczy, które posiadamy w swoich domach, można  podzielić się na trzy kategorie:

rzeczy - pamiątki
rzeczy, których mogę potrzebować
rzeczy - do wyrzucenia/recyklingu 

Po przyporządkowaniu danej rzeczy do jednej z tych kategorii, łatwo nam zdecydować czy ją zatrzymujemy, czy też przekazujemy dalej.

RZECZY - PAMIĄTKI

Pamiątki to rzeczy, które przypominają o naszych osiągnięciach lub wydarzeniach z przeszłości. Są ich cztery rodzaje, a warto zachować tylko jeden: skarby.

Skarby dokumentują szczytowe doświadczenia twojego życia i najważniejsze momenty z historii twojej rodziny. Ich wartość nie jest mierzona w pieniądzach, ale raczej w znaczeniu, jakie posiadają. Są to rzeczy naprawdę niezastąpione. Skarby stanowią około 5% posiadanych przedmiotów. Mimo, że szereg pamiątek nie spełnia prawdziwej definicji skarbów, wiele z nich wciąż wydaje się nam wystarczająco cenne, by je zachować. Pamiętaj: skarby są nieliczne, ważne i mają głębokie znaczenie. Dlatego dobrze rozważ, czy rzeczywiście są one najważniejszymi i wyjątkowymi rzeczami, które posiadasz.

Są także trzy inne rodzaje przedmiotów - pamiątek. Te wędrują gdzie indziej, bez względu na to, czy dasz je przyjaciołom, sprzedasz czy spalisz w ognisku: 

Bibeloty. Są to przedmioty, które zebrałeś ze świąt rodzinnych/uroczystości, które wywołują uśmiech, ale tak naprawdę nie są tak ważne jak skarby. Zmniejszając stan posiadania nadszedł czas, aby wypuścić z rąk różnego rodzaju drobiazgi.

Rzeczy zapomniane. Są to przedmioty, przy których wzruszasz ramionami, gdy ktoś pyta cię, skąd się wzięły. Jeśli dany przedmiot nie ma znaczenia innego niż to, że był przez długi czas w twoim domu, to dzisiaj jest ten dzień, kiedy możesz się z nim rozstać. 

Rzeczy "szkodliwe". Są to przedmioty, które przypominają nam o negatywnych lub bolesnych chwilach. Trzymasz się ich, nawet jeśli ich obecność w twoim domu wyzwala pamięć lub emocje, których wolałbyś nie mieć. To np. kask rowerowy, który nosiłeś podczas poważnego wypadu, dziennik, który prowadziłeś podczas bolesnego doświadczenia, itp. Ponownie przyjrzyj się lekcji, której uczy cię dany przedmiot, i pozwól mu odejść... do kosza.

RZECZY, KTÓRYCH MOGĘ POTRZEBOWAĆ

To książki na półkach, ubrania, jedzenie w spiżarni, materiały biurowe na biurku, rzeczy w kuchennej szufladzie. To około około 80% rzeczy w typowym domu.
Wybieramy z tej grupy tylko wartościowe przedmioty. Są to rzeczy, które w rozsądny i wygodny sposób znajdą swoje miejsce w przestrzeni twojego domu. Jeśli masz mikser i siekacz oraz trzy inne urządzenia kuchenne, które zamieniają jedzenie w małe kawałki, prawdopodobnie nie potrzebujesz ich wszystkich. Podobnie, jeśli masz trzy zimowe płaszcze. 

Rzeczy, które zatrzymasz, muszą mieć łatwy do zauważenia cel i wydzieloną dla nich przestrzeń, aby odpowiednio je przechowywać. Musisz mieć lepszy powód, by je zachować, niż "po prostu nie mam ochoty się jeszcze tego pozbyć" lub "nie mogę teraz podjąć decyzji".
Ważnym kryterium jest to, czy używasz danej rzeczy na bieżąco. A także czy masz konkretny plan korzystania z określonych przedmiotów w przyszłości. Ewentualnie czy jesteś pewien na 95%, że chciałbyś przekazać daną rzecz swoim dzieciom. Pamiętaj, że musisz również ustalić, że będziesz mieć miejsce na przechowywanie takich rzeczy. 

RZECZY - ŚMIECI

Przedmioty, których ani ty, ani ktokolwiek inny nie potrzebuje,  to około 15% rzeczy w twoim domu. To np. torba zawierająca garść spleśniałych nasion trawy sprzed 2 lat, samotna skarpeta, pojemnik do przechowywania bez pokrywki, stos poplamionych kawą gazet lub czasopism czy stos szmat czyszczących w szafie na pranie. Śmieci to graty, które gromadzą się - a może nawet rozmnażają - pod zlewem, z tyłu szaf, w innych ciemnych i przeoczonych szczelinach w twoim domu.

Do śmieci/recyclingu wędruje wszystko co wyraźnie na takie wygląda, ale również to, czemu powiedziałeś nie, próbując umieścić je w innej kategorii (Czy to pamiątki? Czy rzeczy, które się jeszcze przydadzą? Czy ktokolwiek to zechce? Czy mogę to sprzedać?). Również tutaj wędrują "szkodliwe" przedmioty...

Tak wygląda szybki i prosty proces oddzielania tego, co ze sobą zabierzesz, od całej reszty. Nie jest tak trudny, nieprawdaż? 

Na koniec diagram obrazujący strategię pozbywania się rzeczy:




"Rewizja przestrzeni" - czy  dla danej rzeczy znajdzie się właściwa przestrzeń, zgodna ze strategią, którą wybrałeś dla twojego domu?
"Test stołu w salonie" - aczkolwiek wiele skarbów pasuje do twojego salonu, powierzchnia stołu orientacyjnie wskazuje, ile powinieneś ich mieć w swoim domu. Twoje "skarby" mają upamiętniać jedynie te najpiękniejsze, najbardziej wartościowe i warte zapamiętania momenty z twojego życia.

Cały tekst (po angielsku) znajdziecie tutaj.

Podsumowanie tygodnia #4

Kolejny tydzień za nami. Od przyszłego kroki będą pojawiały się, zgodnie z wynikami ankiety, od poniedziałku do piątku. Przed nami zatem dwa dni wolnego. To także dobry czas na doczytanie/przemyślenie/przerobienie zaległych kroków... Poniżej kroki z minionego tygodnia:


Pora na kolejny krok odnoszący się do naszej życiowej przestrzeni. Zajrzyjcie w czeluście szafy. Czy jej wnętrze napełnia Cię codzienną energią, czy też może jest jeszcze jednym miejscem, które powoduje tylko frustrację i które wolisz omijać? Warto zrobić przegląd garderoby, a wskazówki jak ją odchudzić znajdziecie na blogu:

Jak odchudzić swoją szafę

Idea uporządkowanej, pustej szafy, tylko z rzeczami, które nosisz, ma w sobie coś pociągającego. Jak jest w rzeczywistości? Może brakuje w niej wolnego miejsca, a i tak masz wrażenie, że posiadasz mało ubrań? Czy widok otwartej szafy napełnia Cię codzienną energią, czy też może jest jeszcze jednym miejscem, które powoduje tylko frustrację i które wolisz omijać? Czy jesteś świadomy, jakie ubrania i ile par butów w ogóle posiadasz?

Henry Thoreau pisał, że pożądane by było, żeby człowiek ubierał się na tyle prosto, że potrafiłby się dotknąć w ciemności rękoma, aby pod każdym względem żył w takiej spoistości i gotowości, że gdyby miasto zajął wróg, mógłby je opuścić przechodząc bez obawy przez bramę z pustymi rękoma. Dzisiejszym odpowiednikiem tej wizji byłaby może umiejętność zmieszczenia wszystkich swoich ubrań w średniej wielkości walizce na kółkach. Ostatnio przez pewien czas oddałem swoje miejsce w szafie na ubrania naszego rocznego synka, a sam przeniosłem się do takiej walizki. Byłem bliski temu ideałowi, a jednocześnie skłoniło mnie to do radykalnego przeglądu swoich ubrań. 

Traktowanie kupowania odzieży jako rozrywki, czyli rodzaj gazingus pins, to prosta droga do marnowania pieniędzy. Przed kolejnym pójściem na ubraniowe zakupy warto zrobić przegląd garderoby i sprawdzić czy faktycznie czegoś w niej brakuje. Może to być okazja do pozbycia się zniszczonych lub za małych rzeczy. 

Poniżej kilka prostych wskazówek, jak odzyskać przestrzeń w szafie:

1. Usuń z szafy wszystkie ubrania i fizycznie dotknij każdej sztuki odzieży/pary butów. Włóż z powrotem tylko te rzeczy, które lubisz lub które będą jeszcze użyteczne. Można ten krok podzielić na sekcje: dzisiaj buty, jutro koszule, itp.

2. Mi akurat pomaga zrobienie listy, ile rzeczy faktycznie posiadam. Przed podjęciem roku bez zakupów spisałem  wszystko: pojedynczą parę skarpet, szlafrok, szalik... Aktualnie moja garderoba składa się z blisko 90 pozycji, z czego 16 to rzeczy do biegania, a 6 to buty (w tym kalosze). Spisując rzeczy zauważam różne tendencje, np. że ciągle mam za dużo koszul. Lista pomaga zaplanować strategię pozbywania się kolejnych ubrań i przemyślane uzupełnianie garderoby w przyszłości.

3. Zacznij od rzeczy znoszonych, poplamionych, wyblakłych. Poza jednym zestawem ubrań do prac domowych i technicznych, jak np. porządki czy malowanie, reszta może trafić do worka na ubrania.  Pozbądź się ubrań niedopasowanych, rożnych zakupowych wpadek, ubrań przypadkowych, złej jakości, których po prostu nie lubisz i na których patrzenie Cię frustruje. Poczuj się wolny. To ubranie jest dla człowieka, a nie człowiek dla ubrania! 

4. Jeżeli czegoś nie nosiło się przez dłużej niż 18 miesięcy, czyli -jakby nie patrzeć- przez minimum jeden cały sezon, powinno to wylądować w koszu. Inni stosują zasadę, że wyrzucają to, w czym nie chodzili przez cały ubiegły rok, aczkolwiek dla innych może to być zbyt krótki termin. Jeśli krok wydaje Ci się za drastyczny, zastosuj czasową kwarantannę - spakuj je do kartonu, opisz, jakie rzeczy są w środku tak, aby nie musieć w nim w przyszłości grzebać. Jeśli kartonu nie otworzysz przez kolejny rok - wiesz, co masz zrobić...

5. Tymczasowo usuń z szafy rzeczy sezonowe, których aktualnie nie nosisz i schowaj je do specjalnego kartonu. To szybki sposób na odzyskanie przestrzeni w szafie. 

6. Ogranicz liczbę rzeczy i część z nich schowaj na jakiś czas. Na dwa tygodnie zredukuj garderobę o połowę. Może się okazać, że doskonale się bez nich obywasz. Czy nasza szafa nie jest potwierdzeniem zasady Pareto, zgodnie z którą przez 80% czasu korzystamy jedynie z 20% naszych zasobów? Czy nie jest tak, że szafa pęka w szwach, a nosimy ciągle ten sam zestaw kilku ubrań, w których czujemy się komfortowo? Dlatego eksperymentuj, ograniczaj, szukając optymalnej liczby odzieży. Po co multiplikować swoją garderobę. Rozważ ideę posiadania tylko jednej, ulubionej rzeczy danego rodzaju, którą naprawdę lubisz nosić. 

7. Jeżeli nie chcesz marnować danej rzeczy, bo na przykład nie jest w ogóle zużyta, spróbuj ją sprzedać lub oddać na cele charytatywne. Ciekawe są również portale, na których ludzie wymieniają się swoimi ubraniami, jak na przykład popularna szafa czy vinted, aczkolwiek pamiętaj, że chodzi nam przecież nie o zamianę, lecz o zrobienie wolnego miejsca. 

8. Uważaj na lumpeksy. Być może lubisz kupować tam rzeczy dobrej jakości, oryginalne, prawie nowe i najczęściej... zupełnie Ci niepotrzebne? Przede wszystkim uważaj na wyprzedaże i rożnego rodzaju okazje. Można oczywiście kupić taniej to, czego się potrzebuje, ale jeszcze więcej tego, co tylko zapycha przestrzeń Twojej szafy i Twojej głowy. 


9. Na przyszłość zaplanuj określoną strategię, kupując ubrania nie pod wpływem nagłego impulsu, lecz adekwatnie do tego, co już posiadasz. Znajdź swoją ponadczasową modę opierając się zmiennym trendom. Ja przykładowo lubię odzież turystyczną z uwagi na jej trwałość i różne praktyczne rozwiązania, jak trzyczęściowa kurtka czy buty do trekingu, co pozwala mi stale minimalizować ilość posiadanych rzeczy. W innym miejscu pisałem, że wybór prostego, skromnego ubioru, zgodnego nie z aktualnie lansowaną modą, lecz wewnętrznym przekonaniem i osobistym stylem, może być dobrym, zewnętrznym manifestem prostoty życia, a także estetyczną opozycją wobec kaprysów konsumpcjonizmu. 


O czymś zapomniałem? 
Napiszcie, jak tam porządki w waszej garderobie!

Polecam w temacie:
W co się ubrać
Akcja "szafa"
Jak niebezpiecznie jest posiadać zbyt dużo rzeczy



Podsumowanie tygodnia #3

Od jutra zaczynamy kolejny, czwarty już tydzień cyklu. Poniżej znajdziecie kroki z poprzedniego tygodnia:


Spójrz na przestrzeń wokół siebie świeżym okiem. Czy tchnie prostotą i harmonią czy też może zakradł się do niej chaos przedmiotów?
W zależności od czasu wybierz jakiś fragment Twojej domowej przestrzeni: to może być kuchnia, sypialnia, a może szuflada lub regał. Na początek zacznij od wyrzucenia wałęsających się drobiazgów, zrób porządek na biurku, wyrzuć nieprzeczytane gazety i czasopisma, przydasie, bibeloty, "pamiątki".
Redukcja to nie tylko pozbywanie się przedmiotów, to także ich ukrycie lub wydzielenie dla nich specjalnego miejsca. Możesz schować to, czego nie używasz, a nie chcesz się pozbyć, np. do specjalnego kartonu. To bardzo dobry sposób na dość szybkie (i bardziej bezpieczne) osiągnięcie efektu prostego, pustego wnętrza. Pamiętaj: dzięki właściwej organizacji więcej sprawia wrażenie mniej.

Nie wyrzucaj chleba


Chociaż w naszej kulturze, jeszcze do niedawna, zakorzeniony był głęboki szacunek do chleba, założę się, że czerstwe pieczywo należy do produktów, które najczęściej wędrują do śmietnika. 

Co robić, aby nie marnować=nie wyrzucać chleba, który, tak czasem bywa, kupujemy w nadmiarze?

Jeśli jest świeży....
  • Gdy kupisz świeży chleb, warto najpierw skończyć poprzedni bochenek. Nie oszukujmy się, że zrobimy to potem.
  • Najważniejsza jest prewencja: kupuj go tyle, ile potrzebujesz. Chleb to jeden z produktów dostępnych na bieżąco. 
  • Kupuj chleb krojony (w większości piekarni można pokroić go na miejscu), podziel go na małe porcje, zapakuj w woreczki i zamroź. Będzie łatwiejszy do dalszej dystrybucji. 

A jeśli się zestarzał....
  • Rewitalizacja: jeżeli jakimś zrządzeniem losu zestarzał się cały bochenek, wystarczy polać go wodą i wstawić do nagrzanego piekarnika na kilka minut. Będzie świeżusieńki, z chrupiąca skórką. 
  • Stare, czerstwe kromki wrzucone na patelnię stają się chrupiącą grzanką, za którą wszyscy przepadają! Dotyczy to także starych, niezjedzonych kanapek. 
  • Starsze pieczywo pokrojone na drobne kosteczki i dodatkowo podpieczone na oliwie na patelni, to doskonały dodatek do różnego rodzaju kremowych zup.
  • Ze starego pieczywa możesz zrobić "bułkę tartą", wystarczy pokroić je na mniejsze kawałki i zmiksować lub zetrzeć na tarce. Warto, gdyż ta sklepowa zawiera różne dodatki i stabilizatory przedłużające jej trwałość. Przed starciem pieczywa, trzeba je dosuszyć w piekarniku. 
  • Na śniadanko polecam pokrojony czerstwy chleb/bułkę zalane mlekiem. Przysmak z dzieciństwa (wersja PRL)...
  • Tosty francuskie to nasz  przysmak zaczerpnięty z filmu Kramer vs Kramer - zeschniętą kromkę obtaczamy w mleku zmieszanym z jednym jajkiem i podsmażamy na patelni, czyli mamy grzankę de luxe...



A Wy? Macie jakieś inne patenty na stare pieczywo?

Z naszych chlebowych opowieści:

Przypominam prośbę o wypełnienie ankiety na górze strony (wisi do najbliższej niedzieli). Jaka częstotliwość kroków w ramach cyklu 365 Wam odpowiada? Głosujcie, bo wyniki ankiety nabierają rumieńców :)

Podsumowanie tygodnia #2

Ani się człowiek obejrzał, a tu już kolejny tydzień za nami :) Mam nadzieję, że tempo nie jest za duże. Dla mnie samego tworzenie poszczególnych kroków i przechodzenie ich jeszcze raz wspólnie z Wami działa bardzo mobilizująco i daje możliwość dokonywania każdego dnia wyboru prostego życia. Bardzo się z tego cieszę.  

Pora na kroki z poprzedniego tygodnia:

ZAKUPY Z LISTĄ
Wybierając się na zakupy, koniecznie zabierzmy ze sobą listę zakupów. Inaczej ryzykujemy zakupy chaotyczne i przypadkowe, zdane na łaskę naszego widzimisię i umiejętnego marketingu. A to już krótka droga do zakupów przeładowanych, nieefektywnych i drogich. Nasze zachcianki okiełznać może właśnie lista zakupów, będąca rodzajem mapy, dzięki której nie zboczymy ze szlaku. Dzięki niej nie tylko racjonalnie wykorzystamy żywność i zmniejszymy wydatki na jedzenie, lecz także niewątpliwie zaoszczędzimy czas przeznaczony na zakupy.

W temacie zakupów:
http://wystarczy-mniej.blogspot.com/…/jak-szybko-zrobic-lis…
http://wystarczy-mniej.blogspot.com/…/jadospis-planowanie-t…

Jeżeli potrzebujecie gotowca, możecie pobrać i ew. dostosować do swoich potrzeb naszą listę na zakupy dostępną tutaj. Wystarczy wydrukować, wypełnić odpowiednie miejsca i w drogę!

Gazingus pins

Nie znalazłem polskiego odpowiednika dla gazingus pins. Według autorów książki Your Money or Your Life wszyscy, czy chcemy czy nie, mamy swoje gazingus pins, czyli rzeczy, na które stale wydajemy pieniądze. To przedmioty, wokół których trudno nam przejść obojętnie i które kupujemy niejako podświadomie i z automatu, gdyż stało się to nawykiem wprawiającym nas w dobry nastrój. Dlatego z reguły kupujemy je w nadmiarze, w ilościach zbyt dużych w stosunku do rzeczywistych potrzeb.

Jakie rzeczy lubisz kupować i kupujesz często? Czemu nie jesteś w stanie się oprzeć?

Dla niektórych będą to ceramiczne figurki, wieczne pióra, artykuły papiernicze, elektroniczne gadżety, sprzęt kuchenny. Dla innych ubrania, nowe buty lub kolczyki niezależnie od tego, ile par już posiadasz. To także kupowane w nadmiarze kolorowe magazyny, książki, kalendarze, płyty z muzyką/filmami, e-booki, kosmetyki. Czasem zabawki i ubranka dla dzieci czy nawet zwykłe artykuły spożywcze.

Do gazingus pins można zaliczyć nie tylko materialne przedmioty, ale także nawyki jedzenia na mieście, częstego picia drogiej kawy czy codziennego odwiedzania cukierni.  

Jakie nawyki zakupowe poprawiają Ci codzienny nastrój?

Rozpoznanie swoich gazingus pins pozwala zapanować nad wydatkami, a także świadomie odpowiedzieć na swoje rzeczywiste potrzeby, często skryte za codziennymi zakupowymi nawykami. Może próbujemy rekompensować sobie rzeczy, których nie mieliśmy w dzieciństwie lub przeciwnie jakieś przedmioty kojarzą nam się z pozytywnymi wspomnieniami? Ja bardzo lubię odwiedzać antykwariaty i księgarnie (co kończy się koniecznością porządkowania domowej biblioteczki), lubię zapach sklepów z artykułami biurowymi, mam słabość do wszelkiego rodzaju brulionów i zeszytów, a codzienny stres lubię równoważyć słodyczami. Co nie oznacza, że folguję swoim nawykom. Świadomość posiadania gazingus pins umożliwia bowiem określenie reguł, które pozwolą na okiełznanie nieprzemyślanych wydatków i, nierzadko mało zdrowych, przyzwyczajeń.

W przypadku przedmiotów może to być zasada "one in, one out", zaś odnośnie nawyków ustalenie, w jakich sytuacjach pozwolę sobie na nagrodę i przykładowo wypicie przepysznej latte. Każdy powinien opracować własną strategię radzenia sobie z gazingus pins.



Uporządkuj domową biblioteczkę

Kolejny krok z cyklu Droga do prostego życia/365...

Uporządkuj biblioteczkę. Hmm... Niektóre biblioteczki powinno się nazwać biblioteszczami. Z jakiegoś powodu od pewnego czasu, a przynajmniej od czasów Gutenberga, znajdujemy przedziwną lubość w gromadzeniu tych szczególnych, niemal magicznych, przedmiotów, które każdy chciałby przeczytać, ale najlepiej: przeczytać i mieć! Bywa, że w odwrotnej kolejności: wtedy zapełniają półki, a my łudzimy się, że je kiedyś wszystkie przeczytamy.

Czy przekraczając progi księgarń znacie ten stan, będący kombinacją chwilowego brak rozsądku, skoku dopaminy, motyli w brzuchu, gęsiej skórki, odurzenia zapachem świeżej farby drukarskiej, względnie słodko-stęchłym (!) zapachem antykwariatów? Jeżeli rozumiecie coś z poprzedniego zdania, to zapewne nieprzypadkowo macie całkiem spory księgozbiór w domu! 

Jest jeszcze zjawisko obrastania półek w książki podarowane, zdobyte mimochodem na wyprzedażach, książki za grosik, za uśmiech, z  "wolnej biblioteczki", z której można coś uszczknąć. Każda jest jakąś obietnicą, wiele - rozczarowaniem. 

Mieć czy nie domową biblioteczkę, to istny węzeł gordyjski naszych emocji, niespełnionych oczekiwań, samooszukiwania się, mitów, niekiedy snobizmu i co tam jeszcze chcecie. Warto przeciąć go jednym zdecydowanym cięciem samoograniczenia. Nie ma powodu do gromadzenia aż tak wielu książek na półkach. 

Obecność książek łapiących kurz, co do których wiem, że nigdy do nich już nie zajrzę, działa na mnie przytłaczająco. Nie znaczy to, że stronię od nowych lektur, ale po przeczytaniu bardzo często wędrują na wyprzedaże lub do biblioteki, zasilając czytelniczy krwioobieg. Coraz bardziej skłaniam się do niewielkiego, podręcznego księgozbioru, na który składają się tylko takie pozycje, które darzę szczególnym sentymentem. Ach, znowu te uczucia. Trudno. Linia podziału niech przebiega subiektywnie przez autorów, gatunki i wspomnienia przypisane do danego tytułu. To prawo każdego z nas. Ale ograniczmy się do kilkunastu, no może kilkudziesięciu, książek. 

Słynne pytanie, jaką książkę chciałbyś zabrać na bezludną wyspę, może być pomocnym kryterium...



Nie, to nie jest moja biblioteczka!


Podsumowanie tygodnia #1

Pora na podsumowanie pierwszego odcinka drogi, jaką przebyliśmy - mam nadzieję wspólnie - na drodze do prostszego życia. Z jednej strony odpowiadam tym wpisem na zgłaszane mi sygnały, że kroki nie powinny znikać z dnia na dzień, bo nie wszyscy mogą nadążyć za tempem. A z drugiej chcę przyjrzeć się krokom z danego tygodnia z lotu ptaka. Przy każdym kroku zamieszczam linki do wpisów na blogu dla tych, którzy chcieliby pogłębić temat. 

Na  pierwszy  tydzień wybierałem treści, bez których, moim zdaniem, nie jest możliwie prowadzenie prostego życia. Przyjrzyjmy się im jeszcze raz:


ELIMINACJA TEGO, CO ZBĘDNE
Zmiana wektora z gromadzenia na pozbywanie się w miarę praktyki daje radość głębszą niż nabywanie. Czemu? Może uświadamiamy sobie, że nie należymy do rzeczy, lecz one do nas, odzyskujemy nad nimi przewagę, utraconą pozycję? Ponieważ rzeczy współbytują z nami warto, żeby nie było z nami towarzyszy zbytecznych, miałkich, nam obojętnych. Ba, takich, które wysysają energię, męczą, przytłaczają i duszą. Otaczajmy się tym, co piękne, pożyteczne i oswojone. Przedmiotami z duszą. Reszta może odejść w niebyt. Nie potrzeba tak wielu rzeczy ile nam się wydaje. 

http://wystarczy-mniej.blogspot.com/…/dlaczego-nie-potrzeba…
http://wystarczy-mniej.blogspot.com/…/03/wymownosc-rzeczy.h…


Lista 30-dniowa

Jest z nami od samego początku drogi do prostego życia, a dopiero teraz, przy wyzwaniu 365 kroków, postanowiłem napisać o niej nieco szerzej. Czasem przypięta do lodówki, najczęściej - po to, by o niej zapomnieć - trzymana w szufladzie, nasz "ostudzacz" emocji związanych z zakupami. Mowa o liście 30-dniowej.

Znakiem naszych czasów jest natychmiastowa gratyfikacja. Gdy chcę czegoś, od razu to dostaję, a raczej - po to sięgam. Gdy opada wojenny kurz, na placu boju o lepsze, dostatnie życie pozostaję z kolejną, mniej lub bardziej kłopotliwą, rzeczą. Uważacie, że jesteście od tego wolni? Moje gratulacje! My mamy do siebie mniej zaufania. Niby postępujemy racjonalnie, ważymy argumenty za i przeciw, podejmujemy starannie przemyślane decyzje i potem się ich trzymamy. W rzeczywistości zakupy i wydawanie pieniędzy to jedna ze sfer, w których nasz zdrowy rozsądek ustępuje miejsca uczuciom. Nasze szafy i szafki wypełnione są rzeczami, które po prostu "musieliśmy mieć", tylko ni w ząb nie potrafimy sobie przypomnieć, z jakiego powodu. 


Narzędziem, które pozwala walczyć z naszą tendencją do impulsywnych zakupów tego, co nie jest niezbędne i akumuluje bałagan, jest nawyk prowadzenia listy 30-dniowej. Za każdym razem, gdy chcesz kupić coś, co z pewnością zmieni Twoje życie na lepsze, lecz tak się składa, że nie jest absolutnie konieczne - niech powędruje na listę. Nie twierdzę, że akurat tego nie potrzebujesz, ale daj sobie czas na zweryfikowanie tej "oczywistości". 

Lista 30-dniowa to swego rodzaju kwarantanna - jeśli potrzeba posiadania jakiejś rzeczy przetrwa te 30 dni oczekiwania na zakup, może okazać się, że rzeczywiście jest nam potrzebna. Ale tylko może. W rzeczywistości bardzo często punkty z naszej listy po 30 dniach potrafią wzbudzić jedynie grymas politowania. Zabawne są zwłaszcza te momenty, gdy zapominamy o tym, co w ogóle na niej zapisaliśmy. Tak już jest, że nasze wczorajsze pragnienia zastępują te dzisiejsze: żywe, bajecznie kolorowe i niebezpieczne. Ale piłujemy ząbki tym hydrom przez wpisanie na niewinną kartkę papieru, pozwalając jej bezpiecznie spoczywać na dnie szuflady, aż zbladną, spopieleją i nierzadko odejdą w niebyt.

Za każdym razem, gdy masz nieodpartą chęć wydać pieniądze na coś innego niż codzienne potrzeby (ekstra odzież, dodatkową parę butów, nowy elektroniczny gadżet lub coś z wyposażenia domu), nawet będąc w środku sklepu i trzymając to coś w ręce - odłóż to na półkę i wyjdź ze sklepu. To samo zrób przed komputerem - wyjdź ze strony sklepu, a nawet wyłącz komputer. 

Potem zapisz na liście nazwę danej rzeczy, jej cenę i datę dodania do listy. Nie wpisuj na nią jedynie artykułów pierwszej potrzeby. Postanów nie kupować rzeczy wcześniej niż po upływie 30 dni. Będziesz świadkiem niejednego cudu, oszczędzając sobie przy tym bezużytecznych wydatków i bałaganu. Już sam fakt stwierdzenia, że dana rzecz nie jest niezbędna, podkopuje naszą pewność, że jest ona faktycznie nam potrzebna. To rzeczywiście daje do myślenia. Czyż nie?

Link do pliku w PDF tutaj.


365 kroków do prostszego życia

Dobrowolna prostota to praktyczne narzędzie do zmiany naszych codziennych nawyków w kierunku lepszego, pełniejszego życia.

Ponieważ archiwum bloga rozrosło się do rozmiarów, które wielu czytelników, a może i samego autora, napawają trwogą, pomyślałem, że warto przybliżyć ideę prostego życia w bezpiecznych, witaminowych dawkach - w postaci codziennych, małych lub większych, zadań do wykonania.

Od dzisiaj zatem przez 365 dni codziennie z prawej strony bloga ukazywać się będzie jeden, niewielki krok, "mały krok dla człowieka, ale wielki dla ludzkości", chciałoby się napisać :)

Drobna uwaga. Pierwszy nie oznacza najważniejszy. Nie chcę tworzyć jakiejś struktury. Każdy krok jest ważny, bo na drodze przybliża nas do celu. Jeśli dana propozycja wyda się niektórym trywialna lub niezrozumiała, cóż, można zrobić hooop! i przeskoczyć do następnego kroku.

Zapraszam do wspólnej zabawy i wspólnej drogi, bo i ja sam potrzebuję wiele przemyśleć i zrobić.
I jestem ciekaw, gdzie nas te 365 kroków zaprowadzi.

On y va! Pora na krok pierwszy:





Kroki po danym dniu będą znikać, ale może na koniec pokuszę się o ich zebranie w formie e-booka... Zobaczymy. Całość z ew. omówieniem i linkami do właściwych wpisów na blogu znajdziecie na stronie bloga na Fb.


Doskonałość w parze z prostotą, czyli o moich wydatkach na komórkę

W pojedynku na najstarszy telefon zwykle pokonuję rywali, gdy wyciągam mojego Samsunga C260, który światło dzienne ujrzał w 2007 r. i w którym, jeśli wierzyć opisowi producenta, doskonałość idzie w parze z prostotą, zaś "atrakcyjna forma przykuwa uwagę gdziekolwiek jesteś!"

Faktycznie, w dobie możliwości i stylistyki współczesnych urządzeń do wszystkiego, moje "cacko" przyciąga uwagę i budzi skrajne reakcje, od zdania, że toto nie licuje z moim zawodowym wizerunkiem aż do stwierdzenia, że mam hipsterski telefon. Co jakiś czas zatroskany operator nagabuje mnie w sprawie zmiany aparatu. Moja komórka jest tak stara, że nie ma formatu aktualnej daty (świat skończył się w 2014 r.). Jest w tym odrobina zdrowej nonszalancji :)

Mój "tradycyjnie dotykowy" telefon ma kilka niewątpliwych zalet. Po pierwsze nie ma praktycznie niczego poza możliwością rozmawiania, a pisanie SMS-ów to już spory wysiłek. Dzięki temu nie czuję się w obowiązku zaglądać na fejsbuka i mogę bezczelnie rozglądać się po okolicy lub zanurzyć nos w tradycyjną książkę. Aparacik jest bardzo mały, a jego czas czuwania wynosi do 16 dni (obecnie pewnie 14), co przydaje się, gdy zapomnę ładowarki.

Jak przeczytałem tutaj średni wiek wymiany telefonu gwałtownie spada. Podczas gdy „normalne” telefony wymieniamy średnio co 2-2,5 roku, duża część klientów decyduje się na zmianę swojego wysłużonego „inteligentnego telefonu” po zaledwie 11 miesiącach! Udział w tak wyraźnej zmianie częstotliwości wymiany urządzeń ma też ich budowa, są one bowiem o wiele bardziej podatne na wszelkie uszkodzenia. Wygląda więc na to, że mój telefonik jest dużym źródłem oszczędności. I jest praktycznie niezniszczalny, chociaż crash testy stanowią jedną z ulubionych zabaw mojego rocznego synka.

Istotnym elementem mojego roku bez zakupów jest zmieszczenie się w limicie środków na telefon, który zasiliłem kwotą 50 zł, czyli średnie miesięczne wydatki na rozmowy mają oscylować w granicach 4 zł. Przy braku stałego abonamentu i posiadając telefon, który służy mi przeważnie do "bycia pod telefonem" utrzymanie się w tej kwocie nie wydaje mi się aż tak trudnym wyzwaniem.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nowoczesny telefon z jego nieprzeciętnymi możliwościami może być dla innych niezbędnym narzędziem pracy, prowadzenia firmy, źródłem dobrego samopoczucia, prestiżu i kontaktu ze światem, aczkolwiek mam wrażenie, że wielu osobom często ten kontakt ze światem mocno, chociaż niepostrzeżenie, ogranicza. 

Źródło

Może jednak mój przykład posłuży komuś do przemyślenia sensu zakupu nowego telefonu, a może - puśćmy wodze fantazji - powrotu do zalet starej, wysłużonej komórki?




Dwie minuty na prysznic. I ani minuty dłużej.

Bądź zimny albo gorący...
Nie wiem jak wy, ale do tej pory lubiłem zamarudzić pod prysznicem. Od nowego roku postanowiłem jednak przejąć się rachunkami za wodę (zwłaszcza tą ciepłą, bo prysznice lubiłem gorące) i stan zadumy pod wodną kaskadą zamieniłem na pomysł sprinterskich dwuminutowych pryszniców. Nie pytajcie mnie, dlaczego akurat dwuminutowych. Ważne, żeby idea była prosta, łatwa do zapamiętania i przemawiała do wyobraźni... oraz kieszeni.

W rzeczywistości moje rendez-vous z prysznicową słuchawką trwa nawet krócej, a to z tej przyczyny, że przez pierwsze dwie minuty woda z mojego kranu lubi być przeraźliwie zimna. Oszczędność musiałem zatem połączyć z ideą morsowania w stylu miejskim, czyli zimnych natrysków. Dzięki temu program namaczania trwa właściwie tylko kilkanaście sekund, zaś program płukania, choć z konieczności nieco dłuższy, kończy się właśnie w chwili, gdy akurat woda staje się odczuwalnie letnia.

O wszystkich prozdrowotnych właściwościach zimnych pryszniców można sobie przeczytać na wielu stronach i darujcie mi, że je pominę. Ze swojej strony polecam wpis Henryka Minimalisty tutaj, bo odwalił za mnie całą robotę. Z jego tekstu zaczerpnę tylko jeden urzekający argument. Otóż przez zimne prysznice mogę stać się skromniejszą osobą, która nie musi mieć w życiu wielkich wygód. Jeśli za tak niewielką cenę posiądę cnotę skromności, to mnie taki zimny, dwuminutowy i żeby użyć modnego obecnie słowa - ekologiczny prysznic bardzo się podoba.
Z kolei jak donosi Lifehack narażenie ciała na stres termalny działa na nasz mózg podobnie jak solidna dawka antydepresantów (o czym przeczytacie tutaj), co akurat rano może się czasem przydać.


A ile Wam zajmuje poranny lub też wieczorny prysznic?

Mój rok bez zakupów

Dokładnie w Czarny Piątek przyszedł  mi do głowy pomysł, aby nie robić zakupów począwszy od nowego roku. Krok dosyć karkołomny, czy to przez nasze przyzwyczajenie do gratyfikacji za pomocą nabywania rzeczy materialnych, czy też wobec zwykłej konieczności zaopatrywania się w przedmioty codziennego użytku, ale bynajmniej przez niektórych już przetestowany, przykładowo na stronach:
My 'buy nothing year': How one woman saved £22,000
Niezwykłe wyzwanie - rok bez zakupów.

Na blogach minimalistycznych o wyzwaniu roku bez zakupów przeczytacie na blogu Mieć mniej, czy po angielsku One Empty Shelf,
Idea roku bez wydawania posłużyła za kanwę książki Marty Sapały "Mniej".
Pisałem też kiedyś o niej w poście Compact-owe życie, czyli rok bez zakupów.

Tego rodzaju eksperymenty zakładają, rzecz jasna, różnego rodzaju ograniczenia i wyjątki, bowiem na samowystarczalność i życie bez pieniędzy obecnie stać chyba tylko dzikusów gdzieś na peryferiach cywilizacji.

Na ile zatem uda mi się żyć bez wydawania pieniędzy i na czym rzecz ma polegać?

Klucz do sukcesu tkwi, moim zdaniem, w motywacji, którą mógłbym  streścić w haśle:

Co takiego potrzebujesz dzisiaj, bez czego z powodzeniem obyłeś się wczoraj?

No właśnie. Jak to się dzieje, że wczoraj nic mi nie brakowało, a dzisiaj kiełkuje poczucie braku, pojawiają się nowe, materialne pragnienia, odczuwam dyskomfort i niewygodę, a zadowolenie, ba, szczęście, przyniesie mi dopiero kilka "niezbędnych" wydatków? Czy komfort da się budować wyłącznie na sprawach niematerialnych, ograniczając te materialne do znikomego minimum? Czy w grę wchodzi psychiczne uzależnienie, przyzwyczajenie do nieustannej zmiany, a może powiększające się wrażenie pustki bądź odstawania od innych? Jak to jest, że radości dnia szukamy w możliwości kupienia kawy w papierowym kubku, przekąsce na mieście, nabycia, ot tak, nowej książki, kosmetyku czy części garderoby? 
Może nie potrafimy przeciwstawić się inflacji stylu życia, która nakazuje nieustannie podwyższać poziom posiadania, a kierunek naszych codziennych działań wyznaczać musi stale kwestia zaopatrywania się? Zakręcenie kurka z zakupami nieoczekiwanie ujawnia, na ile jesteśmy przywiązani do konsumpcji, jak bardzo wypełnia ona nasze pragnienia, myśli, te bliskie i dalekie plany na przyszłość. Jak pisał Alexander von Schonburg w "Pięknym życiu bez pieniędzy" każde wyznanie, że czegoś potrzebujemy, przypomina kapitulację. W walce z wulgarnością kultury masowej skazani jesteśmy wyłącznie na małe sukcesy. Niech jeden z nich polega na tym, że nauczymy się funkcjonować bez czegoś, co jeszcze niedawno wydawało nam się absolutnie niezbędne.

Najgorsze, a może najlepsze, jest to, że wcale nie jestem wolny od tych wszystkich pytań. I ja również mierzę się z podobnymi dylematami, łatwo przychodzi mi wydawać pieniądze, a jeszcze łatwiej pragnąć nowych przedmiotów i zaprzątać nimi swoją wyobraźnię.

Zdecydowałem się zatem podjąć wyzwanie, aby przekonać się, jak będzie wyglądać to moje życie bez pieniędzy. Czy potrafię nie tylko nie kupować rzeczy nowych, ale nie kupować w ogóle? Czy po kilku dniach wpadnę w czarną rozpacz, czy też, przeciwnie, odsłonią się przede mną nowe horyzonty i pomysły na wypełnienie obszaru pustki? Czym ja wypełnię, by czerpać stamtąd nowe radości i energię?

Jakich rzeczy nie kupuję:

Nie kupuję gadżetów i rzeczy podnoszących status materialny, np. nowy telefon, zegarek, itp.
Nie kupuję rzeczy typu książki, płyty z muzyką, czasopisma i gazety czy kosmetyki (wyjątek dotyczy zestawu z postu Kosmetyki minimalisty).
Nie jem na mieście, nie kupuję drobnych przekąsek ani napojów. Jedzenie przygotowuję w domu.
Nie kupuję ubrań i butów - decyzję poprzedził przegląd i paradoksalnie redukcja garderoby (o czym może jeszcze napiszę).
Nie korzystam z usług - telefon zasiliłem kwotą 50  zł, która ma mi starczyć na cały rok (o tym, jak to zrobię, przeczytacie tutaj); w przypadku włosów zdam się na domowników uzbrojonych w maszynkę, a wizyty u stomatologa ograniczę do tych nieodpłatnych w ramach NFZ (optymistycznie zakładam, że zdrowie mi dopisze).
Co do realizowania pasji, to przed nowym rokiem opłaciłem pakiet startowy w Maratonie Warszawskim we wrześniu - mam zatem długofalowy cel do zrealizowania i to powinno zaspokoić moje ambicje sportowe, poza bieganiem po lesie w najbliższej okolicy i całkowicie za darmo :)

Uwagi:
Ponieważ eksperyment dotyczy jedynie mojej osoby, a nie całej siedmioosobowej rodziny, siłą rzeczy napotka na określone ograniczenia. Zatem będę wydawał pieniądze na potrzeby innych domowników, wspólne jedzenie w domu, wspólne wyjazdy i wydatki związane ze wspólnym spędzaniem czasu. 
Co do poruszania się komunikacją publiczną, nie ponoszę na nią wydatków, gdyż koszty dojazdu zwraca mi pracodawca. Co samo w sobie ułatwia udział w eksperymencie.

Dla dodania sobie odwagi zakończę cytatem z Alexandra:
Bogaty bez pieniędzy będzie tylko ten, kto krytycznie przyjrzy się swoim potrzebom i odpowie na pytanie, czy przypadkiem bez nich nie będzie szczęśliwy.

Tego bogactwa bez pieniędzy i szczęścia bez potrzeb życzę sobie i wszystkim Czytelnikom w rozpoczynającym się roku!






Szczęście a bogactwa

Uznasz za dobro bogactwa: będzie cię dręczyło ubóstwo, co gorzej - ubóstwo fałszywe. Choćbyś bowiem miał wiele, jednakże - ponieważ ktoś inny ma więcej - będzie ci w twym mniemaniu brakowało tyle, o ile tamten cię przewyższa. (Seneka, Listy moralne do Lucyliusza)

Bogactwa są rzeczą niezależną od nas i jako takie powinny być traktowane. Powinniśmy i możemy być równie szczęśliwi niezależnie od tego, czy będziemy biedni, czy bogaci: nasze szczęście nie zależy od bogactw, mieszka bowiem w zupełnie innym rejestrze, w innym wymiarze rzeczywistości.  Są to zmienne w żaden sposób ze sobą niezwiązane. Oczywiście, może nam się wydawać inaczej, a co więcej, całkiem często faktycznie się nam tak - niestety! - wydaje. To jednak właśnie zadanie, jakie stawiają przed sobą stoicy: otworzyć nam oczy na fakt, że szczęście nie jest związane ani ze stanem naszego konta, ani z żadną inną rzeczą od nas niezależną. Naszą rolą jest przyswoić to sobie jako życiową regułę i traktować ją jak kierunkowskaz. (...)

Innymi słowy, jedyną sensowną postawą wobec pieniędzy jest uważać je za rzecz obojętną, natomiast nasz stosunek do nich - za rzecz istotną i ważną. Nie powinniśmy myśleć: "Szczęście zaczyna się od pięciu tysięcy miesięcznie", tylko: "Szczęście jest niezależne od zarobków". Dlaczego? Bo pięć tysięcy, tak samo jak pięćset czy pięćdziesiąt tysięcy złotych będą to cyfry i rozgraniczenia całkowicie arbitralne i niemożliwe do uzasadnienia. Jeśli założymy, że szczęście jest możliwe powyżej  określonej sumy, szybko pobłądzimy: nie będziemy bowiem  w stanie ustalić, ile ona wynosi. Jedyna spójna i konsekwentna droga to przyjąć, że suma ta wynosi zero złotych miesięcznie - innymi słowy, że szczęście i dobre życie jest możliwe przy każdych zarobkach. Jest możliwe przy każdych zarobkach, bo po prostu od nich nie zależy.

Powyższy komentarz do słów Seneki zaczerpnięty z arcyciekawej książki Piotra Stankiewicza Sztuka życia według stoików. Jak żyć mądrze, dobrze i szczęśliwie. Gorącą polecam jej lekturę!

Weź kartkę i pisz...

No urzekła mnie ta piosenka Sound'n'Grace i Filipa Laty pt. "100"'. Mądry tekst: Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic. Za czym tak gnasz, po co Ci to?

Będzie to, co ma być, nie inaczej
Rozpromieni się ktoś, ktoś zapłacze 
Nie dowiesz się wcześniej, chyba że we śnie
Ale czy chcesz?
Nie wiedzieć dobrze jest
Za czym tak gnasz, po co Ci to?
Zabierzesz ze sobą, gdybyś poszedł na dno
Ołówek weź, teraz kartkę i pisz:
Kupiłem wszystko, a wciąż nie mam nic


Ref.
Swój czas, weź w garść, swój czas
Zanim Ci życie nie powie, że pass
I odholuje, weź w garść i idź
Zacznij na 100, nie na 5 procent żyć





Dobrowolna prostota i oszczędność

Jeszcze nie tak dawno pomiędzy prostotą życia i oszczędnością postawiłbym znak równości. Wielokrotnie w tle upraszczania tliła się motywacja życia oszczędnego. Bo mniej wydanych pieniędzy, to mniej pracy i więcej czasu na przyjemniejszą stronę życia. Jednak kilka razy na własnej skórze przekonałem się, że oszczędnie nie zawsze znaczy prosto.

Za ilustrację niech posłuży... deska do prasowania. Gdy nasza baaardzo stara odmówiła współpracy (i nie dało jej się naprawić), zastosowałem metodę "kupuj używane". Deskę znalazłem na OLX, po którą musiałem pojechać dość spory kawałek drogi. Pomroczność jasna, a może chęć zamknięcia tematu, sprawiła, że po krótkich (za krótkich) oględzinach kupiłem deskę, która w domu okazała się okazem wyjątkowo chwiejnym i w dodatku z wklęsłościami, które dyskwalifikowały ją do jakiegokolwiek użytku. Następnie kupiliśmy nową deskę przez internet, bo to wygodniej, szybciej i... taniej. Po kilku dniach otrzymaliśmy przesyłkę. Deska chwiała się, a w stanie złożonym nieproszona rozkładała. Tym razem zwrot do sklepu, czas stracony na pakowaniu, zamawianiu kuriera, itp. Finał był taki, że w pobliskim sklepu kupiliśmy droższą, ale ładną (i działającą) deseczkę. Kupno w najbliższym sklepie okazało się rozwiązaniem najprostszym, choć nie najtańszym.

Więc jak się ma oszczędność do prostoty? Może rację ma Thoreau, który zauważył, że usiłujemy rozwiązać problem środków egzystencji za pomocą formuły bardziej skomplikowanej aniżeli sam problem. Żeby zdobyć sznurowadła, spekulujemy stadami bydła. Okazuje się, że oszczędność jako cel może spłatać nam brzydkiego figla i dostatecznie skomplikować życie.

Morał z tej historii, moim zdaniem wart zapamiętania, jest taki, że prostota sprzyja oszczędności, podczas gdy oszczędność nie zawsze sprzyja prostocie.

Prostota sprzyja oszczędności, bo rozumne zaspokajanie potrzeb i ich odróżnienie od zachcianek na pewno ogranicza wydatki. Żyjemy bardziej oszczędnie, potrafiąc obyć się bez wielu niepotrzebnych rzeczy. Czasem jednak prostota oznacza właśnie większy wydatek, ale z pełną świadomością, że pozbędziemy się "kosztów ukrytych": straconego czasu i rozczarowań "dobrymi rozwiązaniami", które generują kolejne problemy do rozwiązania. Priorytetem prostego życia byłby zatem wybór takiego rozwiązania, które przede wszystkim generuje "zysk" w postaci zaoszczędzonego czasu i własnych nerwów, a nie oszczędności w portfelu.

Co o tym sądzicie?


Polecam także wpis Świadoma oszczędność...

 


 

Etykiety

#diy #christmas #minimalizm aktywa i pasywa Bauman bezpieczeństwo blog bogactwo Boże Narodzenie brak telewizora cele centra handlowe codzienne decyzje Cykl co nam może pomóc Cykl dobre życie czas dobrowolna prostota Dominique Loreau drobne przyjemności dzieci dziesięcina edukacja Edukacja domowa Edukacja Finansowa Crown efekt Diderota efekt jojo efektywność energia elektryczna energia życiowa fachowcy finanse finanse osobiste gadżety gasingus pins gift voucher golenie gospodarstwo domowe gromadzenie przedmiotów gry losowe handel higiena I Komunia integralność finansowa jakość jałmużna kapitalizm kieszonkowe kłamstwo kolekcjonowanie komfort Komputer/internet konsekwencja konsumpcja konsumpcjonizm koń trojańskie koszty kredyty krwiodawstwo kryzys krzywa zadowolenia książki kuchnia lenistwo Leo Babauta Lotto media minimalizm mniej=więcej mocne strony motywy oszczędzania nadmiar rzeczy napoje nawyki niezależność finansowa ojcostwo oprogramowanie oszczędność oszędzanie pamiątki perfekcjonizm pieniądze pieniądze=życie planowanie plastik plus gsm początek podstawowe potrzeby poręczenie kredytu post potrzeby materialne poznawanie pożyczki prace w domu pranie prawo skupienia prezenty priorytety problem produkty produktywnośc przedmioty przepisy rachunki recenzje recesja reguła 90% reklama reklamy relacje z innymi rewolucja przemysłowa Richard Koch rodzice rodzina rower równowaga sąsiedzi skrupuły slow life solidarność sposoby na oszczędności spread stan posiadania styl życia szkoła śmieci Święta świętowanie TATA technika telefon telefon na kartę tempo życia Thoreau Tom Hodgkinson tu i teraz uczucia umiejętności uroczystości Voluntary Simplicity wakacje wartość netto wiara Wielkanoc Wielki Post wychowanie wydatki wykonanie wyspy szczęścia i sukcesu wyścig szczurów Your Money or Your Life zaangażowanie zabawki zabezpieczenia zadłużenie zakupy zaplanowana nieprzydatność zarabianie przez dzieci zasada Pareto zdrowe jedzenie zmywarka zobowiązania zużycie wody życie żywność